Kategorie: Wszystkie | kursy krok po kroku
RSS
piątek, 03 kwietnia 2009

Kochani moi. Zdecydowałam się przenieść z moją galerią na bloggera. Długo to we mnie dojrzewało, bo nie lubię przeprowadzek zarówno realnych jak i wirtualnych. Zadomawiam się tu i ciężko mi przyzwyczajać się do nowego miejsca. Jednak narastająca liczba blogów jakie odwiedzam przyśpieszyła moją decyzję.
Co mnie skusiło? Między innymi, drobny, ale jakże przydatny "gadżecik" pozwalający na wyświetlanie informacji o nowych notatkach dodanych na zaprzyjaźnionych blogach. Bardzo lubię czytać co piszecie, wspaniale jest ogladać Wasze zdjęcia. Teraz będę mogła skuteczniej trzymać rękę na pulsie.
Przez jakiś czas postanowiłam prowadzić dwa blogi równolegle, więc tu też będą jak dawniej pojawiały się nowe wpisy. Potraktujcie to jak powolne pakowanie sie i przenoszenie klamotów do nowego mieszkania. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną a przenosiny pozwolą mi poznać wielu nowych, inspirujacych przyjaciół.
Wybaczcie mi też bałagan wirtualny na nowej stronce. Musze wszystko poukładać, znaleść odpowiedni szablon..no i ogólnie zadomowić się. Na razie zaglądanie tu będzie Wam przypominało picie kawy na kartonach...ale postaram się zaserwować do tej kawy bardzo dobre ciacha.
Aga

Ps. Tu jest link do nowego bloga

13:25, net.zuzaczek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 kwietnia 2009

Wiosna, czas zabrać się za OGRODNICTWO.

Sęk w tym, że jako dziecię miasta nie miałam na balkonie nawet skrzynek z kwiatami a teraz przesadzona na „wiejskie” grunta rozpoczynam wielkie eksperymentowanie.

Mimo mojej ignorancji, wszystko posadzone w ubiegłym roku przyjęło się i rośnie. Za wyjątkiem tych elementów, które zeżarł mój pies (tzn. : 3 wrzosowe róże, pół tulipanowca, 1/3 wierzby mandżurskiej, ostrokrzew i jałowiec).

Chciałam w tym roku posiać, posadzić czy co tam się z nimi robi – niezapominajki. Mamy takie fajne miejsce pod świerkiem, ale mężowy mi nie pozwolił. Ponoć zakłócałyby jego wiraże z kosiarką. Pchi! Jakby nie mógł sobie nożyczkami wokół kwiatków trawy powycinać…w ramach wyciszania się wewnętrznego. Nie to nie.

Marzy mi się ogród jak baśniowy świat Tolkienowskich Elfów, pełen romantycznych zakamarków, z żeliwnym poidłem dla ptaków. Boję się jednak, że z wizji Tolkiena pozostanie mi jedynie krasnoludek (wspomnę o nim przy innej okazji), a ostateczny rezultat będzie raczej przypominał efekt pracy Bezdennie Głupiego Johnsona…

„(…) Ogrody pałacowe Ankh-Morpork uznawano za szczytowe osiągnięcie – jeśli tak można określić – jego kariery. Na przykład był w nich malowniczy staw rybny, długi na trzysta łokci, ale – wskutek jednej z tych błahych pomyłek w notacji, będących tak charakterystyczną cechą projektów Bezdennie Głupiego – szeroki na cal. Mieszkał w nim jeden pstrąg i było mu całkiem wygodnie, pod warunkiem że nie próbował zawrócić. Przy stawie zbudowano kiedyś ozdobną fontannę, która – uruchomiona po raz pierwszy – przez pięć minut tylko warczała groźnie, po czym wystrzeliła kamiennego cherubina na tysiąc stóp w górę.

W ogrodzie był też rów graniczny – właściwie rowek, tyle, że dość głęboki. Rowek graniczny służył oznaczeniu posiadłości i powstrzymywaniu bydła czy nieproszonych biedaków od włóczenia się po trawnikach, w taki sposób jednak, by – w przeciwieństwie do muru granicznego – nie zasłaniać pięknych widoków. Tutaj – zgodnie ze wskazaniami błędnego ołówka Bezdennie Głupiego – został wykopany na głębokość pięćdziesięciu stóp i pochłonął już trzech ogrodników”.

Za to labirynt był tak mały, że ludzie gubili się, szukając go po okolicy (…)”

T.Pratchett „Zbrojni”

A może nie było by to takie złe? Szczególnie ten rowek wydaje się wart głębszej analizy.

Na razie jednak bardziej bezpieczne wydają się w moim wydaniu realizacje decoupage…róże.

roses

decoupage roses

decoupage roses

19:03, net.zuzaczek
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 30 marca 2009

Dekoracji Wielkanocnych ciąg dalszy. Tym razem zrobiłam (o dziwo!) coś dla siebie – cynkową wanienkę pomalowałam białą farbą akrylową i udekorowałam świątecznym motywem. Super! Będzie na kwiatki tudzież bazie. Jednak moje dziecię (młodsze), kiedy zobaczyło owo dzieło wiekopomne, stwierdziło „- Mama, to jest kaczy staw!”

Cóż, niezbadane są meandry świadomości artystycznej moich dzieci. Mam tylko nadzieję, ze nie ma w tym kontekstu politycznego. Niniejszym przedstawiam:

Hm....."Kaczy Staw"

wielkanoc
 
17:17, net.zuzaczek
Link Komentarze (7) »
piątek, 27 marca 2009

„-No chyba nie będziesz pisała o porządkach?” zapytała moja matula, widząc jak zasiadam przy klawiaturze z chwalebnym zamiarem napisania o Wielkanocy. Zimny dreszcz przeszedł mi po placach „ –A Boże broń” pomyślałam, jak nic oglądalność bloga spadła by do zera, albo i admini w ogóle by mi go wykasowali za stresowanie społeczeństwa. Przyjmijmy więc, że mieszkanie sprzątnie się samo, okna umyje wiosenny deszcz, a my poświęćmy się, jak pani Alutka z „Rodziny Zastępczej”,  krzewieniu kultury i sztuki.

Wielkanoc to moje ulubione Święta. Zielone, radosne, pełne zapachu wiosny….i ulubionych potraw (1001 sposobów na przyrządzenie jajka). Nawet dekoracje są weselsze, bardziej kolorowe, różnorodne.  Wystarczy do flakonu wstawić byle jaki badyl, powiesić pisankę i radochy ma się co niemiara, bo za parę dni na pagaju pojawią się zielone listki, a jak mamy szczęście to i forsycja zakwitnie. Natura sama robi za nas kawał dobrej roboty, wystarczy tylko odrobinkę jej pomóc swoją wyobraźnią i nasz dom będzie zachwycał tak, że znajomi wracając do siebie pociągną szczęki po schodach.

W dodatku moja rodzicielka- będąc na spółę z tatą genetyczną przyczyną moich niezaprzeczalnych zdolności plastycznych- dostarcza mi co i rusz nowych pomysłów. Może uda mi się ja kiedyś namówić na samodzielne decoupagowanie – bo jak na razie tylko wycina motywy z serwetek;).

Wymyślone przez mamę: kieliszki do posadzenie rzeżuchy (z połówek wydmuszek gęsich) i pisaneczka bardzo świąteczna

easter

easter

12:44, net.zuzaczek
Link Komentarze (7) »
czwartek, 26 marca 2009

Wróciła mi wiara w polską literaturę „kobiecą”. Po ciężkostrawnej niby stary bigos Grocholi, dostawałam wysypki na sam widok tego typu książek. Polska mistrzyni humorystycznego kryminału, Chmielewska też mnie rozczarowała ostatnimi zakalcami, więc przez dłuuugi czas nie wyściubiałam nosa poza literaturę s-f i fantasy.

Aż nagle…kiedy dogorywałam z nudów w sypialnianym zaciszu poszpitalnym, matula kupiła mi „Zatokę trujących jabłuszek” Moniki Szwai. I tak „od zadniej strony” przekonałam się na powrót do polskich autorek. Od tyłu – bo „Zatoka” to ostatnia cześć serii „Klubu Mało Używanych Dziewic”.  I polecam. Nawet z czystym sumieniem. Jako poczytajkę na rozweselenie, niezobowiązującą książkę do autobusu. Taką, przy której nie trzeba dużo myśleć.

A do leciutkiej książeczki czekolada (niekoniecznie light) i kawa podana na koronkowo-kwiecistej tacy. Smacznego.

taca decoupage

taca decoupage

15:34, net.zuzaczek
Link Komentarze (5) »
środa, 25 marca 2009

Mimo pogody sugerującej, że Indianie nadal chrust zbierają - postanowiłam zainaugurować sezon wiosennego siania ziół. W skrzyneczkach oczywiście, i w domu oczywiście - bo w kożuchu, rękawicach, czapce-uszance i walonkach raczej niewygodnie by mi było- a to na razie niezbędny zestaw garderoby podwórkowej.

Mam nadzieję, że zasłyszane wieści o poprawie aury się sprawdzą, bo mam zamiar skorzystać z dobrodziejstw Dworskiego Jarmarku w Kiermusach. Może uda mi się kupić jakieś ciekawe starocia do „przedecoupażowania”. Wiosna idzie to niech i one poczują w kościach „drugą młodość”. Byle tylko chęć recyklingowej kuracji odmładzającej nie spowodowała gwałtownego zeszczuplenia mojego portfela, bo taki jarmark to straszne wyzwanie dla mojej słabo-silnej woli. Cóż, w razie czego poproszę męża, żeby mi w ekstremalnych momentach oczy zakrywał.

 

W pracowni tymczasem też zrobiło się ziołowo…

herbs & flowers

herbs & flowers

rosmarin

mięta

 

14:09, net.zuzaczek
Link Komentarze (8) »
wtorek, 24 marca 2009

Podobno wieczorem nie powinno się jeść słodyczy...ale jak oprzeć się takim słodkościom serwowanym przez Magdę??

candys

18:36, net.zuzaczek
Link Dodaj komentarz »

Czas zacząć wypisywać pocztówki Świąteczne. Zastanawiam się tylko czy dobrze wybrałam motywy? Zajączki i kurczaczki dostają dygotania pępków od zimna, bazie sztywnieją na mrozie a beczenie owieczek zamienia się w szczękanie zębami. Za to z chowaniem prezentów w ogrodzie nie będzie w tym roku problemów. Wrzuci się je w jakąś zaspę i niech dzieci ryją.

A pocztówki powysyłam z choinkami….

Za to w pracowni i duszy maj. Pomysły tłoczą się w kolejce do realizacji… Tym razem „na tapecie” są pudełka do segregowania filmów.

Jedno dla niepoprawnej romantyczki, drugie dla poprawnego podróżnika.

cd box

co romanic box

cd box

co trawel box

12:35, net.zuzaczek
Link Komentarze (5) »
niedziela, 22 marca 2009

Zupełnie przez przypadek znalazłam w "Czterech Kątach" coś znajomego....moją zimową tacę....;)

cztery kąty

taca

18:03, net.zuzaczek
Link Komentarze (10) »
sobota, 21 marca 2009

Kic kic...jestem króliczkiem doświadczalnym. Wczoraj, będąc w szpitalu na badaniach kontrolnych, dowiedziałam się od mojego przemiłego Pana Chirurga, że byłam operowana trochę inną, eksperymentalną metodą. Skubaniutki powiedział mi o tym dopiero jak wyniki potwierdziły skutecznośc operacji ;). Żarty żartami ale do nóg mu padam za ten kawał dobrego cerowania jaki zrobił na moich podrobach. Zuch z niego!

Jednocześnie z chirugrami, też popracowałam igłę i nitką i nareszcie udało mi się skończyć serwetę, którą zaczęłam wyszywać dzień przed operacją. Biorę to za dobry omen i zakończenie szpitalnego etapu mojego życia.

serweta xxx

Kawa, ciacho to i nie może zabraknąć słodkości decoupage. Przedstawiam wam bombonierkę z karteczką na dedykację...albo na przespis domowych pralinek..

chocolat box

18:03, net.zuzaczek
Link Komentarze (7) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12