Kategorie: Wszystkie | kursy krok po kroku
RSS
poniedziałek, 26 stycznia 2009

Za oknem zamglone krajobrazy. Może to i lepiej, bo nie widać szaro-burych ociekających wodą drzew. Bogu dzięki, że dziś pierwszy dzień ferii, więc mogłam trochę dłużej spać. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby taką pogodą zaczynać tydzień. W dodatku kota nawiała mi na podwórko i przez pół godziny prowadziłam wojnę podjazdową z sierściuchem, kicając za nią po błocie. Finał - kurtka do prania, kota do czesania a ja do wariatkowa.

Po walce z dzikim zwierzem stoczyłam kolejny bój - tym razem z aparatem foto, wyciskając jego możliwości jak cytrynę. Zrobienie dobrych zdjęć w dzień ogarnięty mrokami Morodru graniczyło z cudem. Udało mi sie jednak "obfocić" dwie kolejne herbaciarki. Przy pierwszej widać przywrócone do łask (po latach) spękania wykonane jednoskładnikowym medium.

Muszę przyznać, że jestem zadowolona z efektu. Obie harbaciarki wystawiłam w "Pakamerze" .

tea time

tea time

tea time decoupage

herbaciarka decoupage

 

 

18:27, net.zuzaczek
Link Komentarze (7) »
piątek, 23 stycznia 2009

Wzięło mnie ostatnio na wspomnienia. Może nijaka pogoda, może za dużo pomysłów na raz sprawiło, że moja pamięć zaczeła pracować na wstecznym biegu. Ponoć na starość tak się ma. Hm....
W każdym razie myślałam sobie o bajkach dla dzieci. Ściśle, o polityczno-georaficznej przyczynie konfliktu Disneya i Wołka (tego od zająca, nie zbożowego). Najłatwiej zauważyć to w Święta. Za "dawnych lat", jedynka rokrocznie wyświetlała nam "Dziadka do orzechów", aż człowiek zaczynał krzyczeć na widok leszczyny. Teraz mamy po pachy Kaczora Donalda popychanego Myszką Miki z Bracimi WB w formie wisienki na torcie. Do pierwszych wymiotów. Kochana telewizjo, a wypośrodkować? Można by było w pełni docenić artyzm rosyjskich bajek(np, wspomnianego wczesniej "Dziadka" opartego na balecie Czajkowskiego) a w mniejszej dawce nawet wada wymowy Kaczora tak by nie raziła.

Jeśli już jesteśmy przy wspomnieniach- udało mi się odnaleść dwa zdjecia moich XXX... na poparcie faktu przyszłego wyszywania serwety. Wiem, że w tym temacie latam nisko i powoli, ale jako, że igła z nitką zawsze była moim wrogiem nr.1 to i tak jestem z siebie dumna.

wstęga xxx

xxx

14:12, net.zuzaczek
Link Komentarze (9) »
środa, 21 stycznia 2009

Dziękuję Wam, żeście się tak entuzjastycznie ustosunkowali do moich aspiracji literackich...haha.
Trochę się jednak obawiam powrotu do "pisarstwa", bo jak mnie trafiło poprzednio (a bardzo dawno to było) to chodziłam na wagary, żeby pisać i pisać i pisać... Teraz mogła bym zaniedbać pracownię ,albo co gorsza paść "z głodu" między decoupage a piórem...jak ten osioł między sianem i owsem. A tego byśmy nie chcieli mój skarrrrrrrbie....Tym bardziej, że moim skromnym zdaniem decoupage lepiej mi wychodzi.

Ukochana lawenda w dwóch kolejnych odsłonach:...hem...vintage i country ;)

lawender

lawenda decoupage

lavendula

20:21, net.zuzaczek
Link Komentarze (8) »
wtorek, 20 stycznia 2009

Powoli zaczęłam przygotowywać się do szpitalnianej banicji. Serweta do wyszywania, książki, brulion - bo może przyjdzie mi coś do głowy i NARESZCIE wrócę do pisania opowiadań...Jak tak dalej pójdzie to nie będę miała czasu iść na salę operacyjną. "-Człowieku, ja nie mam czasu, idź kroić kogoś innego" - powiem do chirurga. Tylko nie wiem, czy mi wtedy nie zaczną liczyć pobytu według cennika hotelowego.

Pisać! Ba! Ale o czym? Mam wrażenie, że wszystkie pomysły zostały już rozstawione na literackiej szachownicy i pozostało nam tylko przesuwać pionki. 
      Czasem wstępuję na piwo "Pod rozbrykanego Barloga" i poczytuję śmiesznotki pisane przez internautów, oparte na prozie Tolkiena. Wspomniana wcześniej Kasjopea, też odnalazła swoją LOTRowską niszę i wskrzeszając Boromira stworzyła "Syna Gondoru", powieśc o niebo lepsza od wypocin pana Pierumowa. Polecam!. To bardzo wesolutka historia o tym, jak dorosłym facetem z problemami emocjonalnymi opiekują się niziołki. Dla mnie do reanimacji pozostał li i jedynie Barlog, który choć facet ognisty, to jednak jego szczątkowa inteligencja  nie pozwala na napisanie interesujacych dialogów.
      Podobnie jest z całą literaturą Fantasy. Wszystkie smoki zostały pokonane, elfy mają mniej tajemnic niż rachunek od TPs.a, magowie i czarownice ziewają z nudów szkoląc kolejne klony bohaterów.

Pozostaje mi zatem czekać na sen jakiś złoty, który przyniesie mi natchnienie literackie....tymczasem realizując się w inny sposób:

chustecznik decoupage

lawender

12:39, net.zuzaczek
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 19 stycznia 2009

No właśnie...a dlaczego CANDY a nie CUKIERCZKI ;)

Dobra, dobra...takie sliczne cukiereczki, że dla mnie mogą być i "Candy". A rozdaje Marteczka, bardzo utalentowana babeczka...

CANDY U DECOMARTY

candy

 

14:46, net.zuzaczek
Link Dodaj komentarz »

Podczas dodawania prac do galerii internetowych uświadomiłam sobie, że oto właśnie stałam się kolejną ofiarą reklamy. I to ofiarą stojącą po drugiej stronie marketingowego lustra. Świadomość tego spłynęła na mnie niczym koszmar nocny polonistki - jezyk polski jest niemodny.

Nie wiem, czy pamiętacie czasy, kiedy na siłę eliminowano z naszego słownictwa wyrazy obcego pochodzenia. Mimo, że wrośnięte w kulturę jak lipy Kochanowskiego w miedzę, do kosza poleciały: szlafroki, śliniaczki, krawaty- zamienione na: podomki, podgardla dziecięce i zwisy męskie eleganckie. Było tego kwiatu i więcej, ale chyba moja pamięć obdarzona wysoko rozwiniętym instynktem samozachowawczym, w tym wypadku sobie darowała. Coś mi się kołacze, że telefon miał też jakąś arcyciekawą nazwę - jak sobie przypomnę to napiszę.

Teraz obserwujemy nagły zwrot akcji językowej. Widzą to szczególnie twórcy wystawiający swoje prace w galeriach. Każda rzecz powinna być obowiazkowo vintage, retro, country, neo. Kwiaty ciężko przechodzace przez gardło wyszukiwarek zamieniły się na "flowersy", dzieci na "childreny". Herbata - (w sumie  też obcy wyraz) przeistoczyła się w Tee. To ostatnie jeszcze rozumiem, bo o wiele łatwej namalować napis "tea" niż pocić się nad potworną ilością liter w wyrazie "herbata".

Niestety. Mus to mus, trzeba prace sprzedawać. Zastanawiam sie więc czy słusznie zrobiłam nazywając poniższą herbaciarkę "Śpiew słowika". Może trzeba było raczej wpisać .... "Two Birds"??

Daswidanja.

 pudełko na herbatę

12:34, net.zuzaczek
Link Komentarze (4) »
sobota, 17 stycznia 2009

Cierpię na niedosyt literacki. Załamana brakami na rynku księgarskim stanęłam przed wyborem czytania (nie wiem który raz) wszystkich książek Pratchetta i Tolkiena. W ubiegłym roku pustkę "pomiędzy" wypełniała mi powieść Minstrelli oraz odnaleziona w sieci, całkiem składna historia alternatywna LOTRa napisana przez Kasjopeę ( o niebo lepsza od kochanego pana Pierumowa z jego kołowatymi wiewiórkami).

Próbowałam wrócić do Nortonki, ale teraz wydała mi się za bardzo ckliwa i czarno-biała. Urok zachowały natomiast książki Ursuli LG, z zamglonym cyklem Ziemiomorza. Biegnąc wstecz przeczytałam też "Pana Kleksa" i "Klechdy Sezamowe". Te dwie ostatnie wypadły o wiele lepiej od " Świata Czarownic" ;). Gładko poszusowałam po dowcipie dawnej Chmielewskiej (nowa jest do bani) i rozwiązałam parę zagadek morderstw z M. Marple (od ostatniego razu zapomnialam kto zabił i musiałam sobie przypomnieć). I tak biegam po księgarniach interenetowych kryjąc się przed książkami Grocholowopodobnymi (nie trawię) i klonami Harego Pottera. Może trafię na jakąś perełeczkę, która pozwoli mi przetrwać niedalekie już dni bezczynności szpitalnej. W każdym razie jako plan awaryjny przygotowałam kanwę do haftowania. Dwa lata już nie wyszywałam, więc może to być całkiem niezły pomysł, byle tylko chirurdzy mojej muliny nie pożyczali. A jeśli już, to mnie proszę lawendową dziergać. No, w ostateczności różową.

Na razie jednak, nastrojona aromatem zielonej herbaty dokomponowałam do niego takie zgrabne pudełeczko....

pudełko na herbatę

pudełko na herbatę

20:13, net.zuzaczek
Link Komentarze (7) »
piątek, 16 stycznia 2009

W związku z totalnym wykorbieniem się komputera odczułam gwałtowną potrzebę samopocieszania się. Wyjazd w ciepłe kraje nie wchodzi w grę bo samochód po dnie oceanu nie przejedzie a do samolotu nie wsiądę za żadne skarby świata. Mimo, że nie było jeszcze przypadku, żeby samolot hm.. nie wrócił na ziemię, to tak wysoko nad ziemią człowiek znajduje się "za bardzo" w rękach Opatrzności. Trudno. Jestem niskopienna i taka pozostanę.

No więc Kanary odpadły w przedbiegach a wszystkie sporty zimowe, odkąd zjechałam tyłem (na nartach) z najwyższej góry świata (nasypu kolejowego) są dla mnie sportami extremalnymi. "Władcę Pierścieni" obejrzałam na Sylwestra, w TV straszą głównie seriale, Pratchet nie wydał żadnej nowej książki, no więc czym miałam się pocieszyć? Wyciągnęłam karton w wydmuszkami i rozpoczełam Sezon Wielkanocny. A co!

Komplet Wiosenno-Wielkanocny

pisanka decoupage

13:07, net.zuzaczek
Link Komentarze (7) »
czwartek, 15 stycznia 2009

Znów w akcji. Nareszcie mogłam zgrać na komputer zdjęcia z aparatu. Jako pierwsze prezentuję fotki z kursu "Podstawy techniki decoupage" bo uczestniczki już się nie mogą ich doczekać:

kurs decoupage

kurs decoupage

kurs decoupage

kurs decoupage

kurs decoupage

kurs decoupage

kurs decoupage

 Szkolenie trwało cztery godziny. Musze przyznać, że byłam pełna obaw, czy uda nam się doprowadzić pracę do lakierniczego finału, ale tempo przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Panie jak lwice rzuciły się do tworzenia swych dzieł wiekopomnych zaskakując mnie szerokim spojrzeniem na realizowany temat.

Wracając do domu pławiłam się w ekstazie. Przez cztery godziny mogłam nieprzerwanie mówić o decoupage i nikt nie miał ochoty na zamykanie mnie w wariatkowie. To dopiero było zupełnie nowe doświadczenie!!! Pozdrawiam raz jeszcze wszystkie uczestniczki i do zobaczenia w Fundacji, w marcowym świecie pisanek!

11:35, net.zuzaczek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 11 stycznia 2009

Szkoda, że mój komputer nie gra równie skutecznie co Orkiestra. Wczoraj zrobił "bum" i zakopcił pół biblioteki. Po czym oświadczył, że mogę sobie (&^%^$$*&&) a on i tak się nie włączy; na co ja (*&*%$^&*) co oczywiście nie przyniosło żadnego skutku, prócz mężowskich brwi wzniesionych do góry w niemym zdziwieniu/podziwie (niepotrzebne skreslić) nad bogactwem mojego języka.

W rezultacie Glówny Sztab Dowodzenia czyli komputer biblioteczny udał się ekstracugiem do naprawy a ja od wczoraj ujarzmiam laptopa. Nie lubimy się chyba. Szczególną antypatią darzę Vistę zainstalowaną tu chyba na złość wszelkim Żużaczkom. Nie mogę wgrać zdjęć, nie mogę dostać się do tych już zgranych z aparatu. Jedyna korzyść z zaistniałej sytuacji to ta, że zamiast kawy piję melisę.

W związku z częściowym odcięciem od spraw artystycznych postanowiłam rozebrać choinkę. Niestety. Dwaj małoletni Rejtani (Rejtanowie??) nie pozwolili mi na to. Trudno. Będzie stała do Gromnicznej. Chyba, że ktoś głośniej kichnie i sama się osypie - bo wiele jej już nie potrzeba.

Udało mi się przynajmniej zalogować na blog i mogę dodać link do etui wystawiionych w dniu dzisiejszym na Wielką Orkiestrę. Zatem...Sie Ma!

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=244238

http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=244255

19:54, net.zuzaczek
Link Komentarze (3) »